Nie jeden śmiałek włożywszy głowę w ponurą maź uciekał z krzykiem, gdzie pieprz rośnie, z oczami poczarniałymi ze strachu. Wreszcie wszyscy zapomnieli o istnieniu tego miejsca, tylko babcie opowiadały wnuczkom bajkę o zaginionym kraju, gdzie nie wiadomo kto mieszka i po co mieszka…
Pewnego słonecznego dnia, gdy na niebie nie było żadnej chmurki, a ptaki śpiewały najpiękniej jak umiały, do granicy wielkiej ciemności dotarła mała dziewczynka. Dobrotka miała duże niebieskie oczy, którymi każdego dnia z zachwytem przyglądała się światu, jakby po raz pierwszy. Zdradzę wam tajemnicę, że była bardzo, bardzo wrażliwą dziewczynką. I bardzo grzeczną. Gdy szła ulicą ludzie pokazywali ją palcem i szeptali zaciekawieni „Patrz! To najgrzeczniejsza dziewczynka na świecie! Jak pięknie wygląda!”.
Rzeczywiście, Dobrotka wyglądała pięknie – jej sukienka była tak biała, jak pierwszy płatek śniegu spadający z zimowego nieba, jak pierwszy promień wschodzącego słońca, jak najczystsze prześcieradło suszące się na sznurku o poranku. Dobrotka miała swoją tajemnicę – im była grzeczniejsza, tym sukienka stawała się coraz bielsza. Każde dobre słowo, które wypowiadała sprawiało, że sukienka mieniła się niezwykłym blaskiem. Lśniła niczym otwarty skabiec. Ludzie patrzyli się na nią z zachwytem, ale zaraz potem odwracali oczy, ponieważ nie sposób było długo przyglądać się białej sukience. Czasami błyszczała tak bardzo, że z ich oczu zaczynały lecieć łzy. Jednak nie były to łzy szczęścia, tylko dziwne łzy których istnienia nikt nie potrafił wytłumaczyć.
Z tego powodu Dobrotka czuła się czasami trochę samotna i nierozumiana. Czasami myślała, że jest lepsza od innych z powodu tej najbielszej sukienki na świecie.
Dobrotka była ciekawą świata dziewczynką, więc gdy dotarła do granicy wielkiej ciemności, nie mogła powstrzymać się, żeby chociaż nie dotknąć jej palcem. Trochę bała się, że pobrudzi sukienkę, ale stanęła w bezpiecznej odległości, wyciągnęła rękę, wyprostowała palec i delikatnie dotknęła czarnej pulsującej ściany, która zdawała się nie mieć początku, ani końca. Nic się nie stało, więc podeszła bliżej, bliżej do czarnej ściany prawie dotykając ją nosem. Nagle zza tej groźnej mgły usłyszała wołanie „Halo! Śliczna dziewczynko! Przyjdź się ze mną pobawić…”.
Dobrotka otworzyła szeroko swoje piękne niebieskie oczy ze zdziwnienia. Kto ją wołał? I po co? Czyżby w tej czarnej krainie, o której słyszała od innych, ktoś mieszkał? Ściana zabulgotała jak smoła w kotle, a wołanie było słychać coraz wyraźniej: „Tutaj jestem! Po drugiej stronie, chodź, nie bój się… wystarczy, że podasz mi rękę…”. Dobrotka nieśmiało wyciągnęła dłoń i powoli włożyła ją w czarną maź. Poczuła silne szarpnięcie, krzyknęła ze strachu i wpadła wprost w ciemność. Wydawało jej się, że znajduje się w ciasnym tunelu, na którego końcu dostrzegła szarą plamę. Ruszyła przed siebie, na czworaka, z duszą na ramieniu. Wreszcie po dłuższej chwili oczom jej ukazał się dziwny świat…
Było szaro i ponuro. Mieszkańcy tej dziwnej krainy chodzili z latarkami w dłoniach, ponieważ rzeczywiście nie docierał tu ani jeden promyk słońca. Drzewa miały czarne liście, tak samo płatki kwiatów i skrzydła motyli. Zza jednego z takich drzew wychyliła się nagle inna dziewczynka, bardzo podobna do Dobrotki, tylko że jej oczy były czarne jak węgielki, a sukienka ciemna jak najgłębsza noc. „Witaj Dobrotko, cieszę się, że przyszłaś mnie odwiedzić”. Dorotka spojrzała się najpierw na dziewczynkę, a potem na swoją sukienkę, która była cała poplamiona przez czarną maź. „Kim jesteś?! Co zrobiłaś z moją sukienką?!” krzyknęła zrozpaczona. Tamta dziewczynka tylko uśmiechała się tajemniczo…, a Dobrotka poczuła, że coś ją dziwnie ściska za gardło. Spanikowana chwyciła dłońmi za szyję. „No, co? Mowę Ci odjęło?” zapytała dziewczynka z czarnymi oczami „No wykrztuś to wreszcie! Przecież widzę, że się zezłościłaś za tę brudną sukienkę”. Dorotka zacisnęła zęby i wyksztusiła, starając się mimo wszystko, żeby jej głos zabrzmiał łagodnie: „Ja się nie złoszczę! Przenigdy! Za kogo ty mnie uważasz, jestem najgrzeczniejszą dziewczynką na świecie!”.
Czarnotka, bo tak miała na imię dziewczynka z tajemniczej krainy zmarszczyła z czoło „Ale mnie nie przeszkadza, że się złościsz. Sama był się wściekła, gdybym zabrudziła swoją sukienkę czymś białym”. „Brud nie jest biały!” odparowała Dobrotka. „A właśnie, że jest!” krzyknęła Czarnotka.
Dziewczynki zamilkły przyglądając się sobie uważnie. Na sukience Dobrotki plamy zaczęły się zlewać i już po kilku minutach cała stała się czarna jak najczarniejsza bezksiężycowa noc na świecie. „Nareszcie wyglądasz tak jak my, chodź pokażę Ci jak mieszkam” czarnooka dziewczynka wzięła za rękę niebieskooką i ruszyły ciemną drogą. Świat, który wydawał się Dobrotce na początku groźny i ponury, nie był wcale smutny.
Ludzie śmiali się słuchając wesołych historyjek, przytulali się, gdy było im smutno i zachwycali pięknym zapachem czarnych tulipanów. Ludzie tej krainy mieli bardzo ciekawą umiejętność – gdy coś im się nie podobało zaczynali mówić podniesionym głosem, a nawet krzyczeć. Czasami ktoś komuś groził zaciśniętą pięścią, a czasami ktoś groźnie marszczył czoło i zaciskał usta. Dobrotka ciekawie nastawiła ucha. Co też Ci ludzie mówią, gdy tak krzyczą i krzywią twarze? „Zezłościłeś mnie, tym razem! Przecież prosiłam, żebyś nie brał mojego roweru bez pytania!”, „Mam tego wszystkiego dosyć! Nie chce mi się z tobą dłużej rozmawiać, bo gadasz bzdury!”, „Nie podoba mi się, że mnie popchnęłaś! Jesteś głupia i cię nie lubię!”. Ojej… pomyślała Dobrotka, co oni wyprawiają? „Złoszczą się” odpowiedziała Czarnotka. „Są na siebie wściekli, bo coś im się nie udało, bo ktoś im dokuczył, bo się ze sobą nie zgadzają. Normalna sprawa, mówię Ci! Nuuuuudy! Sama złoszczę się przynajmniej kilkanaście razy dziennie, raz nawet rzuciłam ze złości lalkę na stół, aż stłukła filiżankę”. Dobrotka słuchała tego wszystkiego z niedowierzaniem. Ale zaczynało jej się tu coraz bardziej podobać.
Nawet czarny kolor sukienki przestał być taki przerażający. Przede wszystkim nie męczył oczu i nikt nie odwracał od niej wzroku, gdy przechodził obok. Wręcz przeciwnie, ludzie przyglądali się z ciekawością jej niebieskim oczom, machali na powitanie, uśmiechali się życzliwie. Tylko czasami ktoś ze złością rzucił „Po co postawiliście granicę wielkiej ciemności między nami?! Przecież nie dociera tu żaden promień słońca!”. Rzeczywiście czarna i lepka ściana bulgotała złowrogo odgradzając noc od dnia, światło od cienia. „Czy istnieje jakiś sposób, żeby zniszczyć ten czarny mur?” zapytała Dobrotka. Czarnotka wzruszyła ramionami „Jest sposób, ale nikomu do tej pory się nie udało… Granicę Wielkiej Ciemności może zniszczyć jedynie największa złość na świecie, ale taka naprawdę największa. Wiesz, nawet ja nie potrafię, aż tak bardzo się złościć…”. „A może ja spróbuję?” zapytała Dobrotka, bo żal jej było krainy bez słońca, w której mieszkali ludzie potrafiący złościć się i lubić jednocześnie.
Podeszły obydwie do czarnej ściany, która stała się nagle twarda jak skała i zimna jak lód. Wokół zebrał się tłumek gapiów o ciekawskich oczach. Ludzie rozmawiali między sobą głośno, niektórzy szeptali i wskazywali palcami na Dobrotkę, jakby nie wierząc, że chce ona podjąć się tego niezwykłego wyzwania. Nie jeden już śmiałek walił pięściami w czarny mur bezskutecznie, nie jeden desperat wjeżdżał w czarną mgłę dziwną machiną, która miała rozgonić czarne chmury. Wszystko na marne…
Nikt nie wierzył, że Dobrotce się uda. No bo jak mogłoby udać się dziewczynce w nieskazitelnie białej sukience? Jakim cudem tę małą zawsze uśmiechniętą buzię mógłby przeciąć grymas niezadowolenia? Przecież ona się nie złości! Nawet, gdy ma ku temu wszelkie powody. Gdy ktoś nazwie ją głupią robi jej się ewentualnie przykro. A gdy ktoś popchnie ją na schodach, to płacze wyłącznie z powodu rozdartych rajstop. „Nie uda Ci się!” usłyszała donośny głos Czarnotki. Wszyscy zebrani wstrzymali oddech wpatrując się w stojące naprzeciwko siebie dziewczynki. „Dziewczynki w białych sukienkach nie potrafią się złościć…”. Dobrotka odpowiedziała trochę niezadowolona: „A właśnie, że potrafię! Tutaj moja sukienka jest czarna i mogę się złościć, kiedy mam na to ochotę!”. I nagle poczuła, że jej pięści same się zaciskają, a w gardło zapycha twarda gula. Zrobiło jej się tak gorąco jak nigdy. Zacisnęła mocno oczy, a gdy je otworzyła poczuła, że po policzku zamiast łzy spływa jej mały, twardy, ostry kamyk. Policzek mocno ją zabolał. Czuła rosnącą niesprawiedliwość, że nikt w nią nie wierzy. Ktoś z tłumu krzyknął jest za delikatna, zbyt słaba, żeby zezłościć się najbardziej na świecie. Tego było już za wiele. Dobrotka poczuła najpierw kłującą złość, a potem ekslozję wściekłości. Podniosła do góry ręce i krzyknęła: „AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAA!”
Ludzie usiłowali zasłonić uszy dłońmi, ale to w ogóle nie pomagało. Krzyk był tak potężny, że w jednej chwili poodpadały wszystkie płatki czarnych tulipanów. Część mieszkańców czarnej krainy uciekła w popłochu, a część padła na kolana w nadziei, że ten koszmarny dźwięk zaraz ucichnie. Zaraz potem dało się słyszeć trzeszczenie ciemnej ściany, która zaczęła pękać i kruszyć się pod naporem największej złości na świecie. Cóż to była za złość! Czarnotka oniemiała z zachwytu. Wydawało się, że za chwilę wszystko spłonie, albo zamarznie na kość. Granica Wielkiej Ciemności chwiała się w posadach, kawałek po kawałku odpadał czarny kawałek muru, najpierw najmniejszy, a potem coraz większy, aż wreszcie cały mur runął i do czarnej krainy wpadły pierwsze promienie słońca. „Udało Ci się! Udało!” krzyczała szczęśliwa
Czarnotka, której sukienka z jakiegoś powodu przestała być czarna, tylko zaczęła mienić się wszystkimi kolorami tęczy. Dobrotka upadła na zieloną trawę zmęczona, ale szczęśliwie spokojna. Poczuła w sobie wielką siłę. Za plecami usłyszała wiwatujący tłum.
Po wielkiej nocy nadszedł wielki dzień. Wszystko wróciło do równowagi. Biały kolor pomieszał się z czarnym. Ktoś zapłakał, by za chwilę wybuchnąć śmiechem. Ktoś się na kogoś zezłościł, by za chwilę przytulić go przyjaźnie. Nieskazitelnie biała sukienka Dobrotki stała się po prostu białą sukienką w czarne kropki.
Nie ma już takiego miejsca na świecie, do którego nikt nie zagląda. Ktoś tam czasami opowie historię o czarnej krainie, o Dobrotce i Czarnotce. Uśmiechnie się i zaśnie...
Autor: Magda Mil

