środa, 27 czerwca 2012

Rozmowa z pisarką Agnieszką Lis

 

Agnieszka Lis, pianistka z wykształcenia, pisarka z duszy, publicystka muzyczna, autorka między innymi Jutro będzie normalnie oraz Samotności we dwoje opowiada o tym, czym w jej życiu jest pisanie, jak wyglądała jej droga do publikacji pierwszej opowieści i czy warto uczestniczyć w kursach kreatywnego pisania. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

 

 

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem? 

Hm… jeśli mam być szczera, to nigdy się nie rozpoczęła… to znaczy… po prostu była. Od kiedy pamiętam, a nawet jeszcze wcześniej (śmiech) pisałam. Od zawsze. W mieszkaniu moich rodziców zawalałam kąty papierami, notatkami, karteluszkami. Zapisywałam prawie wszystko. Potem odkryłam, że to skuteczna metoda radzenia sobie z problemami. Zapisane przestawały być takie straszne, a w dodatku w naturalny sposób pojawiało się rozwiązanie kłopotów. 

Potem nastał czas szkoły, w którym uwielbiałam pisać wypracowania. Pamiętam - byłam wtedy w drugiej albo w trzeciej klasie liceum - koledze z innej szkoły, który nie lubił ani czytać, ani pisać, zadano wypracowanie na temat „Matki” Gorkiego. Tak sobie, dla frajdy, przeczytałam „Matkę”, która nie była lekturą w mojej szkole, i napisałam mu wypracowanie. Od razu drugi kolega zaczął jęczeć, że on też by chciał… Napisałam więc drugie. Ku mojemu zdumieniu obydwaj dostali piątki.

Pierwsze Twoje opowiadanie, które ukazało się drukiem w antologii Rozkoszne, zostało wyłonione w wyniku konkursu literackiego, tak samo było z e-bookiem Przygody Pana Parasola - czyli marzyła Ci się pisarska przygoda? Co sądzisz o konkursach literackich? Czy to dobry start dla kogoś, kto marzy, by zostać pisarzem?

Od zawsze pisałam, ale nie uważałam, że pisanie jest dla mnie aż tak ważne, żeby publikować. Na studiach spróbowałam trochę publicystyki muzycznej, wciągnęło mnie. Potem z roku na rok coraz częściej zaczęła świtać mi myśl, że może jednak… że pisanie jest fajne… Pierwszą książkę napisałam w kompletnej tajemnicy przed wszystkimi, nawet rodziną. I dobrze, bo jest okropna. 

Jednak była mi potrzebna, musiałam spróbować jak to jest tworzyć bohatera, budować logiczną fabułę, prowadzić wielowątkową narrację. Zupełnie inaczej pisze się małe formy, a inaczej trzeba konstruować większe. Pierwsza książka to była bolesna nauka. Z kolejnymi powieściami przez kilka lat bezskutecznie pukałam do różnych wydawnictw. Dopiero wygrane konkursy otworzyły mi niektóre drzwi. Dlatego polecam konkursy wszystkim debiutantom. Warto próbować, chociaż konkursy na ogół nie wiążą się z żadnymi apanażami. Niemniej uważam, że to dobry sposób dla początkujących pisarzy na dotarcie do potencjalnych wydawców.

Podobno uczestniczyłaś w kursach kreatywnego pisania - co o nich sądzisz?

Uczestniczyłam. Co sądzę? Tak, tak, i jeszcze raz tak. Korzystać jak najwięcej! Nie ma jeszcze u nas szkoły pisarskiej z prawdziwego zdarzenia, a trzeba uczyć się jak najwięcej, poznawać inne punkty widzenia. Dobrze jest korzystać z różnorodnych kursów pisarskich, prowadzonych przez różnych wykładowców. Uczestniczyłam w wielu takich kursach i ciągle korzystam z tej formy zdobywania wiedzy. Oczywiście, nie można poprzestać na kursach, trzeba przede wszystkim pisać i uczyć się na własnych błędach, nieustająco pracować nad indywidualnym językiem. Wszelkiego rodzaju kursy, moim zdaniem, mogą być bardzo pomocne.

Jak pracujesz nad swoimi tekstami? Pewnie nie jest to łatwe, kiedy ma się rodzinę, pracę zawodową?

Nie jest łatwe. Kiedy pracowałam jeszcze na etacie, pisałam nocami i w delegacjach. Teraz łapię każdą wolną chwilę. Czasami niedosypiam. Mam w sobie taki zegarek, który włącza niepokój. Jeśli nie piszę, nie pracuję literacko, źle się czuję… Wynika z tego, że piszę dla higieny psychicznej (śmiech).

Z wykształcenia jesteś pianistką? Bardziej świat Ci dźwięczy i gra czy układa się w słowa? A może jedno dopełnia drugie?

Zdecydowanie jedno dopełnia drugie. Uczę muzyki i piszę, jedno i drugie jest mi niezbędne do życia.

W 2011 roku ukazały się dwie powieści Twojego autorstwa - Jutro będzie normalnie oraz Samotność we dwoje - czy mogłabyś przybliżyć nam swoich bohaterów i opowiedzieć o tym, jak te książki powstawały?

Pierwsza z nich to opowieść o relacji synowej z teściową.  Relacji codziennej, tak oczywistej dla wielu z nas, i tak czasem trudnej. O tym, jak łatwo zgubić w codzienności to, co naprawdę w życiu istotne. I o tym, że warto tego szukać. Druga książka to pamiętnik faceta, który zdradza żonę. Temat zdrady, chociaż życiowo bardzo trudny, literacko jest banalny. A jednak frapował mnie jako element naszej kultury. Uznałam, że historia opowiedziana przez kobietę mogłaby być ckliwa, postanowiłam więc opowiedzieć ją z męskiego punktu widzenia. Co musi się stać, aby kochający mąż zdradził żonę? Jak podejmuje taką decyzję? Co czuje i jak się w tym odnajduje? Od jednej z Czytelniczek usłyszałam kiedyś pretensję: „Skąd pani znała moją historię? Jak mogła pani o mnie napisać?” Długo potem rozmawiałyśmy. To była najpiękniejsza recenzja, jaką mogłam dostać od Czytelnika.

Druga książka została napisana jako pierwsza. Kiedy zaproponowałam Wydawnictwu rękopis „Samotności we Dwoje”, usłyszałam od Pani Redaktor: „Pani Agnieszko, znam ten tekst, kiedyś go już czytałam, prawda?”. Odpowiedziałam, że tak. Dwa lata wcześniej Wydawnictwo go odrzuciło. „Rozumiem, ale teraz go biorę” - usłyszałam. To przypowieść dla wszystkich początkujących – nie wolno się poddawać, trzeba próbować aż do skutku!

Często pracujesz z dziećmi, jesteś również autorką "Przygód Pana Parasola" - czy mogłabyś opowiedzieć o tym, co daje Ci praca z dziećmi i czy wpływa w jakiś sposób na Twoje pisarstwo?

Uwielbiam pracować z dziećmi. Prowadzę dla nich ogólnomuzyczne warsztaty, uczę gry na instrumencie… a tak naprawdę ja się od dzieci uczę. Otwartości, ciekawości świata. Dorośli zapominają często, że życie to nie tylko obowiązki. Dzieci mają w sobie naturalną radość, czerpię ją od nich.
„Przygody Pana Parasola” powstały dla mojego synka. Szukałam wtedy spokojnych bajek dla czterolatka, które mogłabym czytać dzieciakowi przed snem, bez obaw o straszne sny. Jest oczywiście trochę takiej literatury, ale czytałam mu dużo, i większość już poznaliśmy. Napisałam więc swoje bajki. To cykl piętnastu opowiadań, około dzięciominutowych. 

To proste historie, o spokojnej narracji. Szukałam też walorów edukacyjnych, tych najprostszych – że trzeba się dzielić, nie można zabierać cudzych rzeczy… Przez cały rok czytałam te bajki w przedszkolu, do którego chodzi mój syn. Bałam się – dzieci potrafią bezwzględnie okazać, że im się coś nie podoba. Ale za każdym razem wychodziłam podbudowana. Dzieciaki wielokrotnie pytały, czy przyjdę jeszcze. Pewnie, że przychodziłam!

Czy planujesz kolejną powieść? A może już ją napisałaś?

Owszem, napisałam… ale nie mogę opowiedzieć, dopóki się nie ukaże (uśmiech). Robię teraz jedną z ostatnich korekt. Umówiłam się, że w sierpniu dostarczę tekst Wydawnictwu… I mam nadzieję, że jeszcze w tym roku książka ukaże się rynku.

Dziękuję za rozmowę! 

Z Agnieszką Lis rozmawiała Urszula Witkowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz